28 lipca 2012
17 lipca 2012
Mikołajkowe urodziny
I tak zleciały dwa lata życia Mikołajka.
Pogoda w niczym nie przypomina tamtego upalnego dnia, kiedy Mikuś postanowił przyjść do nas na świat. Dzisiaj jest chłodno, deszczowo ale też i słońca niemało..
Dzień 17 lipca 2010 roku powitał maluszka niemiłosiernym upałem.
Mikusiowi nie spieszyło się. Miał urodzić się w dzień urodzin babci 10 lipca, a urodził się tydzień później. Zrobił za to niespodziankę i prezencik mamusi

Czego chciałabym życzyć Mikołajowi? Aby był szczęśliwy, żeby podążał Bożymi ścieżkami i był dobrym człowiekiem.
Mikołajku wszystkiego co dla Ciebie najlepsze.
Kochamy Cię

30 czerwca 2012
Maks na "maxa"
Kolejny miesiąc za nami. Maks 5 dni temu skończył już 4 miesiące. Czas leci szybko, bardzo.
Myślałam ostatnio ,że najgorsze miesiące mamy za sobą, ale chyba jeszcze nie. Są upały, a w upalny dzień Maks jest wyjątkowo niespokojny. Mnie już dzisiaj ręka bolała od trzymania go. Nie dość,że byłam wyjątkowo zmęczona i śpiąca, to Maks marudził na "maxa".
Jeszcze dodatkowo chyba dziąsła go bolą,bo pięści mały pcha, czasami dwie naraz do dziuba i o dziwo prawie mu się mieszczą.
Dzisiaj miałam wybitnie zekręcony dzień. Nawet miesiące mi się pomyliły. Cały dzień żyłam w przeświadczeniu, że jutro jest Dzień Dziecka. I jak wspomniałam o tym mężowi, to tak cicho,żeby dzieci nie słyszały , bo by nie było jutro niespodzianki. Mina męża była nie do opisania ,a widok bezcenny ;-)))Zdarzało mi się mylić dni tygodnia,ale miesiące to jeszcze nie. No ale kiedyś musi być ten pierwszy raz ;-)
Zaczęły się wakacje. Dzieciaki będą w komplecie w domu. Tylko przez pewien czas. Hania z Frankiem jadą po raz pierwszy na kolonię.Jestem pełna obaw,co do tego czy powinni w tym wieku jechać,ale mam nadzieję, że sobie doskonale poradzą.To tylko 10 dni...
Najstarszy syn zakończył naukę w gimnazjum. Na zakończeniu roku szkolnego otrzymał nagrodę pieniężną od dyrektora szkoły za bardzo dobre wyniki z testów gimnazjalnych. Oprócz niego jeszcze siedmiu uczniów zostało nagrodzonych w szkole.Jestem z niego dumna.
Pyszne rączki mam... komu je dam ?
Myślałam ostatnio ,że najgorsze miesiące mamy za sobą, ale chyba jeszcze nie. Są upały, a w upalny dzień Maks jest wyjątkowo niespokojny. Mnie już dzisiaj ręka bolała od trzymania go. Nie dość,że byłam wyjątkowo zmęczona i śpiąca, to Maks marudził na "maxa".
Jeszcze dodatkowo chyba dziąsła go bolą,bo pięści mały pcha, czasami dwie naraz do dziuba i o dziwo prawie mu się mieszczą.
Dzisiaj miałam wybitnie zekręcony dzień. Nawet miesiące mi się pomyliły. Cały dzień żyłam w przeświadczeniu, że jutro jest Dzień Dziecka. I jak wspomniałam o tym mężowi, to tak cicho,żeby dzieci nie słyszały , bo by nie było jutro niespodzianki. Mina męża była nie do opisania ,a widok bezcenny ;-)))Zdarzało mi się mylić dni tygodnia,ale miesiące to jeszcze nie. No ale kiedyś musi być ten pierwszy raz ;-)
Zaczęły się wakacje. Dzieciaki będą w komplecie w domu. Tylko przez pewien czas. Hania z Frankiem jadą po raz pierwszy na kolonię.Jestem pełna obaw,co do tego czy powinni w tym wieku jechać,ale mam nadzieję, że sobie doskonale poradzą.To tylko 10 dni...
Najstarszy syn zakończył naukę w gimnazjum. Na zakończeniu roku szkolnego otrzymał nagrodę pieniężną od dyrektora szkoły za bardzo dobre wyniki z testów gimnazjalnych. Oprócz niego jeszcze siedmiu uczniów zostało nagrodzonych w szkole.Jestem z niego dumna.
Pyszne rączki mam... komu je dam ?
Kto idzie ze mną pływać???
20 czerwca 2012
Rok Później...
Dokładnie rok temu, w dniu moich urodzin dowiedzialam się,że będzie nas więcej.Może nie tyle dowiedziałam się, co raczej upewniłam. Wszystkie objawy wskazywały na to,że będzie nowe dzieciątko.
Wrócilismy ze Śląska i zaraz następnego dnia zrobiłam test...
Czy można otrzymać piękniejszy prezent na urodziny???
Może nie był zaplanowany, ale niespodzianki tym bardziej potrafią sprawić wiele radości.
Po pierwszym małym szoku, wielka radość, a potem dłuuuugo długo nie mogliśmy uwierzyć w to nasze malutkie szczęście, które już sobie tam cichutko rosło pod moim sercem.
Ono może nie było zaplanowane przez nas, ale na pewno było w planach tam na Górze...
„W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie”. Z Listu do Efezjan
A dzisiaj???
Małe szczęście ma już prawie 4 miesiące.Teraz śpi sobie słodko, czasem mniej słodko płacze, ale jest bardzo bardzo przez nas wszystkich kochane...
Dziękuję Bogu za każdy dar życia...
Wrócilismy ze Śląska i zaraz następnego dnia zrobiłam test...
Czy można otrzymać piękniejszy prezent na urodziny???
Może nie był zaplanowany, ale niespodzianki tym bardziej potrafią sprawić wiele radości.
Po pierwszym małym szoku, wielka radość, a potem dłuuuugo długo nie mogliśmy uwierzyć w to nasze malutkie szczęście, które już sobie tam cichutko rosło pod moim sercem.
Ono może nie było zaplanowane przez nas, ale na pewno było w planach tam na Górze...
„W Nim bowiem wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył nas dla siebie”. Z Listu do Efezjan
A dzisiaj???
Małe szczęście ma już prawie 4 miesiące.Teraz śpi sobie słodko, czasem mniej słodko płacze, ale jest bardzo bardzo przez nas wszystkich kochane...
Dziękuję Bogu za każdy dar życia...
15 czerwca 2012
Miało być tak spokojnie...
...a nie było. Chciałam urządzić sobie dzisiaj dzień totalnej laby. Dzień na książkę, odpoczynek i zadumę. I co z tego wyszło ? Nic. Nic to,że obiad gotowy, prasowanie odłożone na inny dzień. Maks miał swój dzień na płacz i marudzenie i nie przejmował się tym,że ja chciałam dzień spędzić po swojemu.
Nie umiem wytłumaczyć jego humorków w dniu dzisiejszym. Miał co chciał, a nawet więcej i nic nie pomogło w uspokojeniu go.
Przebrany...płacze
Nakarmiony z piersi...płacze
Wyspany... płacze
Nawet Bebiko podane i...też płacze
Teraz śpi i co chwilę przez sen...płacze
Mąż za chwile wraca z Warszawy, to chociaż mu się wygadam. Dwa dni poza domem . Niby niedługo, a jednak brakuje Go.Można przez telefon, ale to nie to samo.
Dzień się kończy...Jutro może będzie lepiej.
Lubię tą piosenkę...
Tak musi być...
Nie umiem wytłumaczyć jego humorków w dniu dzisiejszym. Miał co chciał, a nawet więcej i nic nie pomogło w uspokojeniu go.
Przebrany...płacze
Nakarmiony z piersi...płacze
Wyspany... płacze
Nawet Bebiko podane i...też płacze
Teraz śpi i co chwilę przez sen...płacze
Mąż za chwile wraca z Warszawy, to chociaż mu się wygadam. Dwa dni poza domem . Niby niedługo, a jednak brakuje Go.Można przez telefon, ale to nie to samo.
Dzień się kończy...Jutro może będzie lepiej.
Lubię tą piosenkę...
Tak musi być...
23 maja 2012
Maksiątko nasze ;-)))
Zbliża się trzecia miesięcznica Maksa. 25 maja maluszek skończy już 3 miesiące. Rośnie jak na świeżych drożdżach. Od trzech dni już wie do czego służą rączki. Wykorzystuje je na dwa różne sposoby. Pierwszy, to próba wepchnięcia piąstki do buzi. Póki co, jeszcze mu się nie udało. Kończy się to na tym,że cmoka i doi własną łapkę. Drugi sposób- wie ,że rączka może bawić się grzechotką. Trąca i wprawia w ruch wiszącą zabawkę. Dzięki tym nowym nabytym umiejętnościom, w końcu moge na chwilę oderwć się od małego.
Maksiu nadal pije tylko mamusine mleczko. Butelki nie uznaje. Pod tym względem się uwstecznił, bo zaraz po urodzeniu potrafił pić i z jednego i z drugiego.Nauka picia z butelki( oczywiście maminego mleka) została rozpoczęta.Można by zapytać po co? A po to,żebym choć na godzinkę ,dwie mogła wyjść z domu.chociażby do Kościoła. Żeby moje myśli w Kościele skupiły się na Istocie Mszy , a nie na istocie pozostawionej w domu, która być może w tym momencie drze się w niebogłosy z głodu.
Wczoraj Maksiu jeszcze jednym nas zaskoczył i uszczęśliwił. Zaczął się w głos śmiać.
TO jest niesamowite i piękne zarazem- widzieć uśmiech i radość dziecka, a Maks bardzo dużo się uśmiecha. Wystarczy tylko spojrzeć na niego i usmiech na twarzy gotowy. Taki od ucha do ucha, z dziąsłami bezzębnymi na wierzchu. CUDOOO
A propos butelki. Dzisiaj kazałam Mikołajowi znaleźć jego butelkę, którą jak zwykle gdzieś zapodział. Mikuś chodzi, szuka i co zrobił?...podniósł dywan w nadziei,że tam ją znajdzie.Stanął, popatrzył i mówi zdziwiony ... " ee ma".No gdzie jak gdzie ,ale mi by do głowy nie przyszło ,żeby tam szukać...;-)
Maks...
...i część ferajny
Maksiu nadal pije tylko mamusine mleczko. Butelki nie uznaje. Pod tym względem się uwstecznił, bo zaraz po urodzeniu potrafił pić i z jednego i z drugiego.Nauka picia z butelki( oczywiście maminego mleka) została rozpoczęta.Można by zapytać po co? A po to,żebym choć na godzinkę ,dwie mogła wyjść z domu.chociażby do Kościoła. Żeby moje myśli w Kościele skupiły się na Istocie Mszy , a nie na istocie pozostawionej w domu, która być może w tym momencie drze się w niebogłosy z głodu.
Wczoraj Maksiu jeszcze jednym nas zaskoczył i uszczęśliwił. Zaczął się w głos śmiać.
TO jest niesamowite i piękne zarazem- widzieć uśmiech i radość dziecka, a Maks bardzo dużo się uśmiecha. Wystarczy tylko spojrzeć na niego i usmiech na twarzy gotowy. Taki od ucha do ucha, z dziąsłami bezzębnymi na wierzchu. CUDOOO
A propos butelki. Dzisiaj kazałam Mikołajowi znaleźć jego butelkę, którą jak zwykle gdzieś zapodział. Mikuś chodzi, szuka i co zrobił?...podniósł dywan w nadziei,że tam ją znajdzie.Stanął, popatrzył i mówi zdziwiony ... " ee ma".No gdzie jak gdzie ,ale mi by do głowy nie przyszło ,żeby tam szukać...;-)
Maks...
...i część ferajny
22 maja 2012
Potwory szkolne
Ostatnio zastanawiałam się, skąd u niektórych dzieci jest tak dużo agresji, czy też chęci upokarzania i ośmieszania kolegów. Czy to chęć zwrócenia na siebie uwagi? Czy wręcz odwrotnie, odwrócenie tej uwagi od siebie , aby samemu nie stać się ofiara klasową?
Dlaczego sprawia im przyjemność, robienie przykrości innym?
Nie potrafię zrozumiec takiego zachowania. Szkolna młodzież, to już nie są malutkie dzieci, które by nie rozumiały co jest dobre a co złe.
Gdzie w tym wszystkim są rodzice? Gdzies, kiedyś czegoś zabrakło ,coś zostało niedopowiedziane, skoro ich dziecko tak się zachowuje.
Może niektóre dzieci leczą w ten sposób swoje kompleksy, próbują się dowartościować. Sposób bynajmniej dziwny.
Tak na logike biorąc , większą sympatię powinno się zdobyć uśmiechem i miłym słowem czy gestem,niż złośliwością. Jednak wywołanie pewnej psychozy starchu, powoduje chyba,że wszyscy idą jak w dym za prowokatorem i organizatorem nagonki na ośmieszanego ucznia.Bo, a nóż widelec zwróci się cała akcja na kogoś innego.
Dzieci, z pozoru by się wydawało miłe, uczynne, uśmiechnięte, z dobrych domów, nagle okazują się potworami w środowisku szkolnym dla innych dzieci.
Jak reagować, aby pomóc takiemu dziecku ,które nagle stało się kozłem ofiarnym .
Czy rozmowa bezpośrednia z dzieckiem-agresorem coś da? czy tylko pogorszy sprawę?
Rozmowa z pedagogiem szkolnym? Chyba najlepsze rozwiązanie.
Pozostaje jednak obawa,że zwrócenie się o pomoc do specjalisty,może pogorszyć sprawę.I tym razem wychodzi na to,że nawt rodzic czuje sie zastraszony przez takie dziecko.Jest obawa i lęk, przed jeszcze większymi szykanami ,gdy się okaże ,że ofiara zaczęła mówić.
Jednak nie reagować, to zostawienie poszkodowanego dziecka samemu sobie. Pozostaje wierzyć, w dobrą wolę i kompetencje pedagoga szkolnego, w to,że jego interwencja odniesie sukces.
Moje dzieci , nie żebym je wychwalała,ale raczej nigdy nie przejawiały takiej nieuzasadnionej niechęci do drugiego dziecka. Co najwyżej złościły się i gniewały podczas jakiejś zabawy, gdy brakło porozumienia, ale nigdy nie spotkałam się z tym ,żeby któreś z premedytacją chciało tak z niczego zrobić drugiemu przykrość. Są bardzo pozytywnie nastawione do ludzi i złaknione towarzystwa rówieśników.
Brak dzisiaj czasu dla własnego dziecka, niemożność zareagownia w odpowiednim czasie na złe zachowanie, pewnie też i gdy komputerowe, plus nieodpwiednie bajki , to wszystko się nakłada na osobowość młodego człowieka.
Dlaczego sprawia im przyjemność, robienie przykrości innym?
Nie potrafię zrozumiec takiego zachowania. Szkolna młodzież, to już nie są malutkie dzieci, które by nie rozumiały co jest dobre a co złe.
Gdzie w tym wszystkim są rodzice? Gdzies, kiedyś czegoś zabrakło ,coś zostało niedopowiedziane, skoro ich dziecko tak się zachowuje.
Może niektóre dzieci leczą w ten sposób swoje kompleksy, próbują się dowartościować. Sposób bynajmniej dziwny.
Tak na logike biorąc , większą sympatię powinno się zdobyć uśmiechem i miłym słowem czy gestem,niż złośliwością. Jednak wywołanie pewnej psychozy starchu, powoduje chyba,że wszyscy idą jak w dym za prowokatorem i organizatorem nagonki na ośmieszanego ucznia.Bo, a nóż widelec zwróci się cała akcja na kogoś innego.
Dzieci, z pozoru by się wydawało miłe, uczynne, uśmiechnięte, z dobrych domów, nagle okazują się potworami w środowisku szkolnym dla innych dzieci.
Jak reagować, aby pomóc takiemu dziecku ,które nagle stało się kozłem ofiarnym .
Czy rozmowa bezpośrednia z dzieckiem-agresorem coś da? czy tylko pogorszy sprawę?
Rozmowa z pedagogiem szkolnym? Chyba najlepsze rozwiązanie.
Pozostaje jednak obawa,że zwrócenie się o pomoc do specjalisty,może pogorszyć sprawę.I tym razem wychodzi na to,że nawt rodzic czuje sie zastraszony przez takie dziecko.Jest obawa i lęk, przed jeszcze większymi szykanami ,gdy się okaże ,że ofiara zaczęła mówić.
Jednak nie reagować, to zostawienie poszkodowanego dziecka samemu sobie. Pozostaje wierzyć, w dobrą wolę i kompetencje pedagoga szkolnego, w to,że jego interwencja odniesie sukces.
Moje dzieci , nie żebym je wychwalała,ale raczej nigdy nie przejawiały takiej nieuzasadnionej niechęci do drugiego dziecka. Co najwyżej złościły się i gniewały podczas jakiejś zabawy, gdy brakło porozumienia, ale nigdy nie spotkałam się z tym ,żeby któreś z premedytacją chciało tak z niczego zrobić drugiemu przykrość. Są bardzo pozytywnie nastawione do ludzi i złaknione towarzystwa rówieśników.
Brak dzisiaj czasu dla własnego dziecka, niemożność zareagownia w odpowiednim czasie na złe zachowanie, pewnie też i gdy komputerowe, plus nieodpwiednie bajki , to wszystko się nakłada na osobowość młodego człowieka.
21 maja 2012
Sakramenty
Ostatni miesiąc obfitował u nas w rodzinie w Sakramenty Święte. Zaczęło się od Damiana- bierzmowaniem, potem chrzciny Maksa, a dzisiaj chrześniak męża, przyjmował po raz pierwszy Pana Jezusa do swojego serca.
Maksa Chrzest odbył się 6 maja.
Na katechezie przedchrzścielnej , Ksiądz proboszcz duży nacisk kładł na świadomy i mądry wybór rodziców chrzestnych, którzy mają swoim życiem dawać świadectwo wiary.Bo jeśli rodzice, gdzieś po drodze się pogubią, to są jeszcze chrzestni, którzy mają ich rolę w wychowaniu w wierze przejąć. Na wybór rodziców nie ma się wpływu, na chrzestnych ,tak. Myślę, a właściwie jestem pewna ,że nasz wybór był dobry.
Olu, Chrzestna Mamo,naszego Maksia, cieszymy się i jesteśmy dumni ,że zgodziłaś się zostać Mamą Chrzestną naszego synka i wierzę w to,że spełnisz się w 100% w tej roli.
Mały, dał piękny popis swoich możliwosci wokalnych. Prawie całą mszę był płacz. Wszystkie inne dzieci, a były w sumie 4 chrzty, słodko spały .No, ale przynajmniej On jeden "świadomie" uczestniczył w swoim pierwszym sakramencie . Potem małe przyjęcie w domu. Było bardzo miło , rodzinnie.
I jeszcze coś na wesoło ;-)))
Dzisiaj,po powrocie z przyjęcia komunijnego, liczę ile to mamy Sakramentów. Gdzieś przez chwilową amnezję umknął mi jeden Sakrament.
Pytam męża ile jest Sakramentów,bo zawsze byłam pewna ,ze siedem , a dzisiaj wychodzi mi, że sześć.
Wymieniam:
Chrzest, Komunia, Bierzmowanie, Małżeństwo, Kapłaństwo, Ostatnie Namaszczenie.
Mąż patrzy na mnie i śmieje się...
Mówi: no niby siedem...
Pytam , to jaki jest ten siódmy???
Mąż- Pokuta, ale w zasadzie małżeństwo i pokuta to to samo...
Maksiu w swojej szczytowej formie na mszy
Maksa Chrzest odbył się 6 maja.
Na katechezie przedchrzścielnej , Ksiądz proboszcz duży nacisk kładł na świadomy i mądry wybór rodziców chrzestnych, którzy mają swoim życiem dawać świadectwo wiary.Bo jeśli rodzice, gdzieś po drodze się pogubią, to są jeszcze chrzestni, którzy mają ich rolę w wychowaniu w wierze przejąć. Na wybór rodziców nie ma się wpływu, na chrzestnych ,tak. Myślę, a właściwie jestem pewna ,że nasz wybór był dobry.
Olu, Chrzestna Mamo,naszego Maksia, cieszymy się i jesteśmy dumni ,że zgodziłaś się zostać Mamą Chrzestną naszego synka i wierzę w to,że spełnisz się w 100% w tej roli.
Mały, dał piękny popis swoich możliwosci wokalnych. Prawie całą mszę był płacz. Wszystkie inne dzieci, a były w sumie 4 chrzty, słodko spały .No, ale przynajmniej On jeden "świadomie" uczestniczył w swoim pierwszym sakramencie . Potem małe przyjęcie w domu. Było bardzo miło , rodzinnie.
I jeszcze coś na wesoło ;-)))
Dzisiaj,po powrocie z przyjęcia komunijnego, liczę ile to mamy Sakramentów. Gdzieś przez chwilową amnezję umknął mi jeden Sakrament.
Pytam męża ile jest Sakramentów,bo zawsze byłam pewna ,ze siedem , a dzisiaj wychodzi mi, że sześć.
Wymieniam:
Chrzest, Komunia, Bierzmowanie, Małżeństwo, Kapłaństwo, Ostatnie Namaszczenie.
Mąż patrzy na mnie i śmieje się...
Mówi: no niby siedem...
Pytam , to jaki jest ten siódmy???
Mąż- Pokuta, ale w zasadzie małżeństwo i pokuta to to samo...
Maksiu w swojej szczytowej formie na mszy
Chwila wytchnienia w ramionach mamy;-)
W pełni szczęścia po powrocie do domu ;-)
Różne oblicza Maksa
16 maja 2012
Wędrówka na nowe
Pewnie jestem kolejną już osobą, która przeniosła się z Onetu, w tę część świata wirtualnego. Awaria czegoś tam w Onecie przymusiła mnie do przeprowadzki. Długo się ociągałam z podjęciem decyzji, ale niemożność napisania tam czegokolwiek, była lekko denerwująca,że nie wspomnę o dostaniu się na porządane stronki.
Troszkę się już tutaj rozgościłam, mam nadzieję,że też i szybko się zadomowię.
Troszkę się już tutaj rozgościłam, mam nadzieję,że też i szybko się zadomowię.
Subskrybuj:
Posty (Atom)












